IMG 20200625 123306 9

Jak to mówią: "na bezrybiu i rak rybą". Nie można było organizować imprez masowych, więc twórcy ultramaratonu Tour de Silesii wymyślili zastępcza rywalizację, nazwaną TdS COVID-19 Edition. Czyli każdy jedzie sam, ewentualnie w parze, w dowolnym miejscu na świecie i czasie, byle byłoby to w czerwcu.

Maciej Paterak

Może najpierw wyjaśnię bliżej na czym polegała rywalizacja. Otóż mówiąc najprościej każdy sam układa dowolna trasę, w dowolnym miejscu na ziemi (można było nawet zrobić to za granicą), w dowolnym terenie (mogło być również MTB), byleby miała minimum 250 km. Czas na wykonanie zadania zawierał się w przedziale od początku do końca czerwca. Dodatkowo wymyślono 3 rywalizacje: najszybsze 250 km, największe przewyższenie na 250 km i najwięcej kilometrów w ciągu jednej doby. W przypadku dwóch pierwszych dystans musiał się mieścić pomiędzy 250 - 251 km, aby było sprawiedliwie. Trzecia rywalizacja analogicznie w 24h do minuty po max. Czemu takie dokładne wytyczne? Po prostu organizatorzy nie byliby w stanie wyszukiwać w każdym śladzie najlepszego wyniku, więc jeśli ktoś przekroczył dystans (lub czas), nie był brany pod uwagę.

IMG 20200625 050321 2

Mój plan? Początkowo chciałem spróbować zrobić jak najwięcej km w ciągu doby. Dokładnie to zrealizować wymyślony niegdyś plan, żeby przejechać trasę z Bielska-Białej do Gdańska w ciągu 24h, która liczy z grubsza 600 km. Niestety rzeczywistość zweryfikowała zamiary i w ostatni weekend czerwca postanowiłem po prostu się przejechać. Ale nie "odwalić swoje" byle dostać medal i pakiet, tylko w taki sposób, żeby jednak było jakieś konkretne przewyższenie. Mając na wyciągnięcie ręki Beskidy, aż się o to prosiło. Założyłem, że powinno wyjść coś w przedziale 2000 - 2500 m. podobnie jak u moich kolegów, którzy mieli już zaliczoną trasę.

IMG 20200625 065926 0

Ostatecznie wymyślona trasa była mieszanką moich autorskich pomysłów oraz beskidzkich fragmentów zeszłorocznej trasy (a jakże!) TdS 510. Wystartowałem o 4:00 rano, praktycznie od razu pod górę, zaliczając mój miejscowy podjazd sięgający 15% nachylenia. Dobrze, bo temperatura powietrza nie rozpieszczała, a ja nie chciałem zabierać ze sobą zbyt wielu ubrań. Rozgrzewka pomogła! Dalej częściowo niebieskim szlakiem wokół Bielska-Białej, który wiedzie m.in. przez Kozy i Lipnik, gdzie nie brakuję konkretnych górek i przy okazji wyjątkowych porannych widoków. Rozgrzany w ten sposób trafiłem do Straconki, skąd już wspomniana trasą TdS ruszyłem na Przełęcz Przegibek i do Międzybrodzia Bialskiego, które przywitało mnie wyjątkowym chłodem - mgła i może 5 st. na plusie. Brrr! Dołożyłem do tego jeszcze wspinaczkę na Górę Żar, bo to piękne widokowo miejsce i kolejne metry nie tylko w poziomie, ale i w pionie. Wysiłek został nagrodzony podwójnie! Wyjechałem powyżej chmur.

IMG 20200625 072735 9

 W tym czasie temperatura powietrza podniosła się na tyle, że wreszcie mogłem się rozebrać. Choć sam zjazd jeszcze dał nieco popalić. Wróciłem na ślad wspomnianej zeszłorocznej trasy TdS510 i w ten sposób, zaliczając klika konkretnych podjazdów, dotarłem do Węgierskiej Górki. Bardzo przyjemna turystyczna miejscowość. Tutaj znowu pozwoliłem sobie na swoje poprawki do trasy i Traktem Cesarskim dotarłem w okolice Milówki. Skierowałem się przez miejscowość Szare, której jeszcze nie znałem, w kierunku Zwardonia. Tutaj trafił się niezły rodzynek w postaci bardzo stromego podjazdu, do tego z płyt ażurowych - ależ ja kocham takie fragmenty... ;-)

magic 1593072496558

Uwielbiam jeździć w okolicach Zwardonia, Istebnej, czy Lalików. Jest tu wiele treściwych podjazdów i sporo bocznych dróg z bardzo dobrym asfaltem, czasem zamkniętych dla ruchu samochodów. Niemal wszędzie dostajemy w gratisie piękne widoki. Mimo sporego wysiłku, jakoś nie odczuwam dyskomfortu z tego powodu. Mam tu też swoje ulubione knajpki, wygodne z punktu widzenia rowerzysty. No i ta Ochodzita górująca nad okolicą, aż się prosiło tam wjechać!

IMG 20200625 121120 5

Wspinaczka trochę trwałą, choć tu żadnej ekstremy nie ma. Jedynie temperatura dawała się odczuć. Jeszcze ostatnie metry po płytach ażurowych, gdzie nachylenie przekracza 20% i jestem! Królowa Ochodzita zdobyta szosowo, choć droga na nią bardziej na MTB się nadaje. Rower jakoś to wytrzymał... ;-)

IMG 20200625 122541 4

Miejsce to uwielbiam, ale narciarsko. Niestety Ośrodek Narciarski na tej górze od lat nie działa - słabe zimy + silna konkurencja zbierają żniwo. Można tu się pobawić jedynie skiturowo, co mogę śmiało polecić. Ale nie o nartach dziś będzie. ;-). Patrzę na licznik, a tam 130 km za mną. Czas powoli obrać kierunek dom, bo nie mogę za bardzo przekroczyć 250 km. Ostatnie spojrzenie na widoki, baranki i szybki zjazd do centrum Istebnej, gdzie mogłem sobie jeszcze nieco pojeść.

IMG 20200625 123525 8

IMG 20200625 123830 4

magic 1593074598021

Dalej przez Przełęcz Kubalonka do Wisły i żeby nie było zbyt łatwo, skierowałem się na Biały Krzyż. Miejsce, które 2 tygodnie później wykorzystam do zaliczenia innego wyzwania: Everesting! Ale o tym innym razem.

IMG 20200625 145721 6

Nic tylko ciągle podjeżdżam i zjeżdżam,więc nogi zaczynają to odczuwać i tempo spada. Ale w sumie Salmopol był ostatnim z wielkich. Kilometraż zbliża się do 200, pomysłów na kolejne wspinaczki już brak, więc przez Górne Wilkowice i jeszcze pod Szyndzielnią i przez Wapienicę powoli zmierzam do domu. Jestem pewien, że te 2000m w pionie na pewno będzie, więc cel osiągnięty, choć wynik nie będzie jakiś specjalny. Tak mi się wydawało...

IMG 20200625 174547 4

Ostatnie kilometry się strasznie dłużyły. Płaskie i niezbyt ciekawe odcinki nie specjalnie umiem jeździć. Ale w końcu tuż przed domem osiągam wymagane 250 km. Zgodnie z regulaminem wyłączam zapis tak, żeby nie przekroczyć liczby 251 km. Aby mieć pewność, że coś się nie straci, zapis robiłem dwoma urządzeniami i... nieźle się zdziwiłem widząc końcowy efekt! Strava pokazała nieco pona 4000 m w pionie, a Endomondo nawet 4800m! To dużo więcej niż się spodziewałem. Nic dziwnego, że nogi jak z waty miałem... ;-)

Screenshot 2020 06 27 Endomondo

Pozostało zgłosić swój przejazd Orgom i czekać na akceptację. Od razu sama trasa spotkała się z uznaniem, co dobrze wróżyło. Otrzymałem medal z maseczką COVID-ową i cały pakiet finischera. Ostatecznie okazało się, że w kategorii "największe przewyższenie" zająłem 6 miejsce! Niezłe i miłe zaskoczenie! Takiego wyniku się nie spodziewałem. Niewątpliwie mój mały sukces na początek sezonu ultra.

 

Tagi ultramaratony rowerowe, maratony rowerowe, ultramaraton